Towarzystwo
Inicjatyw Wydawniczych
w Radomiu
Wtorek 7 września 2010
Melchiora, Reginy, Ryszardy
2010-07-04 00:25:00, autor: Paulina Matysiak
Zmęczeni prozą życia radomianie z utęsknieniem czekają na wakacje. Dużo osób, jak co roku, urlop spędzi na wczasach. Nie zawsze jednak i nie wszędzie można udać się ze swoim pupilem. Psy zaczynają przysparzać problemów podczas podróży i stają się kłopotliwe. Jest to okres, w którym wiele zwierząt traci swoje domy, a te które mają nieco więcej szczęścia, często w bardzo złym stanie, trafiają do schronisk. Wciąż jednak, zarówno pocieszne kundelki, jak i piękne rasowe psy, czekają na nowe domy i ludzi, których mogłyby pokochać za okazane im serce.
W radomskim schronisku na Wincentowie miejsca jest na 300 zwierząt, co nie oznacza, że w rzeczywistości znajduje się tam tyle psów. - Ostatni rok był dla nas bardzo ciężki ze względu na przepełnienie. Teraz mamy ok. 600 psów i 5 kociąt, ale wciąż zwierząt przybywa. Być może dzieje się tak ze względu na kryzys. Dużo osób straciło pracę i ludzie zaczynają pozbywać się zwierząt. Również wakacje stają się okresem, kiedy trafia do nas dużo zwierząt. Nie przyjmujemy psów od ludzi, którzy chcą je zostawić, nawet jeżeli chcą za to płacić. Nie ma na to miejsca. Wszystkie zwierzaki, które do nas trafiają to zwierzęta z interwencji, pobite, pogryzione, chore, zagubione i bezdomne. Tu dochodzą do siebie, podkarmiamy je i leczymy. Wszystkie nasze zwierzęta mają pełen zakres szczepień, są odrobaczywiane, odpchlone, wysterylizowane, zdrowe, czyste i zadbane. Mimo to, ciężko jest znaleźć dla nich dom. Ludzie wolą wziąć psa od znajomych lub kupić, a potem jeszcze dodatkowo wydawać pieniądze na pełen zakres szczepień niż wziąć psiaka ze schroniska. Nie wiem czemu tak się dzieje. Chyba wciąż panuje stereotyp, że psy ze schroniska, ze względu na tragiczne sytuacje jakie przeszły i brak właściciela, są niezadbane i agresywne w stosunku do ludzi. - mówi kierowniczka placówki, Anna Konopska.
Warto obalić mit o zaniedbanych lub niezdatnych do kochania ludzi psów ze schronisk. Zwierzęta agresywne trzymane są bowiem w specjalnych izolatkach. Schronisko posiada różne sektory, gdzie przebywają psy czekające na właścicieli, szczeniaki oraz zwierzęta, które ze względu na trudny charakter lub inne powody zostają tu już do końca swojego życia. Każdy pies ma wyznaczone inne miejsce. Choć większość zwierzaków rzeczywiście trafia z interwencji, można również spotkać bardzo dużo zagubionych rasowych psów o pięknych błyszczących futerkach i miłych usposobieniach, które czekają na nowego właściciela.
Psy trafiają do schroniska z różnych przyczyn. W zimę bardzo dużo jest zwierząt przymarzniętych do ziemi, które pracownicy odczepiają od lodu, a następnie udzielana jest im pomoc w placówce. Są też pieski po wypadkach, pogryzione, lub takie nad którymi znęcali się właściciele. Większość pada ofiarą braku współczucia ludzi, którzy pozbywają się swoich podopiecznych. - Nie tak dawno trafiła do nas pinczerowata suczka. Została znaleziona na dworcu PKP w bardzo ciężkim stanie. Z bólu leżała zwinięta w kłębek. Cierpiała na chorobę pokleszczową. Okropnie przechodziła żółtaczkę. Teraz jest już zdrowa i szukamy dla niej właściciela. W tym tygodniu zainteresowała się nią pewna pani. Zawiozłam jej suczkę do domu, ale stwierdziła, że jest nieco za duża jak na pinczera i jej nie wzięła. Tę noc suczka spędziła u mnie w domu, rano znów zawiozłam ją do schroniska. Bardzo zależy mi, by znaleźć jej dom, bo szkoda psa. Jest bardzo grzeczna, ułożona i czysta. Spała nawet ze mną w łóżku, a przed wejściem wycierała łapki. Na pewno kiedyś mieszkała w domu, bo umie się zachować i jest bardzo pogodna – opowiada wolontariuszka ze schroniska, Katarzyna Gromska. Kasia do swojej pracy podchodzi z prawdziwą pasją. Kocha psy, a psy kochają ją i potrafią odwdzięczyć się za okazaną im miłość. W domu ma osiem psów, które również mają burzliwe historie. Trafiły do niej m.in. szczeniak, którego właściciel wyrzucił w reklamówce na śmietnik, suczka przywiązana w lesie do drzewa, pieski przyniesione jej przez dziką wilczurkę, którą dokarmiała i wiele innych. Wolontariuszka każdą wolną chwilę spędza w schronisku. Pomaga oswajać przerażone zwierzaki i zajmować się pupilami.
Mimo opieki pracowników placówki, których jest jedynie siedmiu i pomocy wolontariuszy, nie każdy pies może liczyć na kontakt z człowiekiem. Zwierzętom zapewniana jest pomoc weterynarza i psiego psychologa, który pomaga zaaklimatyzować się im w nowych warunkach i pracuje nad psami, które nie umieją zaufać ludziom. - Staramy się wyprowadzać wszystkie psy na spacery i każdemu okazać nieco sympatii, ale przy tak wielkiej liczbie zwierzaków, jest to po prostu niemożliwe – mówi wolontariuszka. - Psy są o siebie bardzo zazdrosne. Gdy wyprowadzimy jakiegoś, a potem wraca do boksu, często inne psy go gryzą. Klatki są przepełnione i nie mamy możliwości dobrze ich rozlokować. Nie wszystkie psy się tolerują. Mamy tu taką sunię, która ciężko sobie radzi w boksie. Chowa się po budkach. Inne psy ją gryzą. Jest bardzo potulna i grzeczna, ma piękną grubą sierść i na pewno byłaby bardzo szczęśliwa, gdyby ktoś ją przygarnął chociaż na podwórko. Nie wszystkie psy dobrze się tu czują. Mamy mix owczarka, który nie widzi. Ktoś zostawił go przywiązanego do ławki porzucając na pewną śmierć. Pies nie ma chęci do życia, przez 3 tygodnie na siłę go karmiliśmy, bo nie chciał ani jeść, ani pić. Mimo spacerów nadal jest w depresji. Nie ma chęci do życia, leży tylko w boksie ze łzami w oczach. Mamy też pieska o imieniu Ślepotka. Gdy tu trafił, był chory i wychudzony, nie umiał też chodzić. Zaczęliśmy prowadzić go na smyczy, nauczył się chodzić, jest zdrowy i umie sobie już radzić. To młody, ładny piesek, ale to, czego mu najbardziej potrzeba, to właściciel, który by się nim zajął i podszedł do pieska z sercem. Czejana znaleźliśmy w rowie. Nie miał łapy i bardzo krwawił. Był pogryziony i pobity. Przeszedł operację, odrosła mu sierść i teraz też czeka na właściciela. Psy ze schroniska mimo ciężkich przeżyć potrafią okazać ludziom wdzięczność za to, że ktoś chce się nimi zająć - mówi Katarzyna Gromska, na dowód czego wypuściła z boksu ogromnych rozmiarów amstafkę, która mimo pozornie groźnego wyglądu, zaczęła się do niej łasić niczym mała kotka. - Demona pięknie chodzi na smyczy, nie szarpie, nie szczeka. Bardzo kocha ludzi. Poszłaby z każdym, kto wziąłby teraz ode mnie smycz. Jest potulna i spokojna niczym owieczka, nie rzuca się na inne psy, łagodna dla ludzi - opowiada wolontariuszka. Amstafy wychodzą ze schroniska na nieco innych zasadach niż malutkie kundelki. Ze względu na duże zainteresowanie rasą przez młodych chłopaków, którzy nie potrafią okazać psu serca, a jedynie ból i cierpienie, pracownicy schroniska traktują oddawanie pupili niczym adopcję, przykładając dużą wagę do tego do jakiego domu pies pójdzie. Często zawożą psy do ich nowych właścicieli tylko po to, by upewnić się, że pies idzie w dobre ręce, sprawdzają meldunki i dowody, zdarza się nawet, że po jakimś czasie odwiedzają oddane psy i sprawdzają czy wszystko jest porządku.
Wystarczy przejść się do schroniska by zobaczyć na własne oczy jak psy potrafią odwdzięczyć się za okazaną im litość, sympatię, miłość, za czas jaki poświęcają im wolontariusze i pracownicy. Nie bez powodu mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, a każdy, kto szuka tak wiernego przyjaciela, który odda mu się całym sercem, może poszukać sobie pieska na Wincentowie. Tam czeka ich aż sześćset.
Dodaj komentarz:
Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, Tygodnik Radomski, 26-600 Radom, ul. Żeromskiego 75
wdrożenie: www.zaginionestudio.pl