::. REKLAMA
Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, 26-600 Radom, ul. Struga 60
Projekt, wykonanie i administracja: Robert Kotliński
Hosting; Onet.pl
Poland, Radom 2008
informator radomski
...................................................................................................
...................................................................................................
...................................................................................................
...................................................................................................
...................................................................................................
...................................................................................................
Język bezrobocia
Robert Kotliński, 2008
Propaganda polityczna głosi, że w Polsce zarobki rosną bardzo szybko i w związku z tym emigranci wracają do kraju, by bogacić się na ojczystej ziemi. Bezrobocie jest już podobno tylko marginalne i mieści się w dopuszczalnych normach europejskich. Brzmi to wspaniale, lecz Polacy jakoś nie mogą odczuć na własnej skórze politycznych deklaracji. Znalezienie pracy wciąż nie jest sprawą łatwą, a pensja 2000 zł netto, to w Radomiu spory sukces.
Radom nie jest już miastem przemysłowym i osoby z konkretnym przygotowaniem zawodowym mają sporo problemów ze znalezieniem pracy. Jeśli w małych firmach produkcyjnych zdarzają się wolne miejsca, najczęściej pracodawcy nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Za minimalną ustawowo płacę żądają obecności w pracy przez 6, a czasem nawet siedem dni w tygodniu. Marzenia o wolnej sobocie traktują jako przejaw lenistwa i rozkapryszenia. Nic dziwnego, że na takie warunki godzą się wyłącznie młodzi ludzie, rozpoczynający "karierę" zawodową i wciąż pozostający na wspomaganiu finansowym rodziców. Nieco lepiej sprawy wyglądają w firmach państwowych, bo te oferują zwykle pełne pakiety socjalne i płace zbliżone choć trochę do średniej krajowej. Niestety, najczęściej są to wakaty dla wtajemniczonych, obsadzane po tzw. znajomości. Oddzielną grupę stanowią tu etaty tworzone na zamówienie polityczne i w tej dziedzinie Radom nie zostaje w tyle. Jest to jednak problem na tyle rozległy, że zajmiemy się nim w oddzielnym materiale.
Czołówkę rynku pracy zajmuje obecnie handel i w tej dziedzinie osiągnęliśmy już poziom naukowy. Sprawa pozornie powinna być prosta, bo handel w istocie polega na sprzedaży. Problem jednak w tym, że dziś niemal wszystko może być przedmiotem sprzedaży i tu zaczyna się zabawa. Bez fachowego podejścia do tematu nie da się rozgryźć ofert pracy dotyczących handlu, szczególnie że często ukrywa się w nich rzeczywiste oczekiwania pracodawców. Lektura takich ogłoszeń prasowych jest fascynująca, choć szlag może trafić tego, kto naprawdę szuka pracy.
Oto jeden z przykładów - firma poszukuje osoby na stanowisko "konsultant ds. ekspozycji". Dla kogoś z wyobraźnią może to być całkiem ciekawa oferta, może chodzić o jakieś muzeum, czy galerię sztuki. Wszak wyeksponowanie pracy artystów wymaga pewnej wiedzy i oczywiście stosownych konsultacji. Przyszły "konsultant ds. ekspozycji" może być zatem osobą obracającą się w świeci ciekawych ludzi, twórców o niezwykłych osobowościach, a czasem nawet gwiazd. Niestety, jak dowiadujemy się z dalszej części ogłoszenia, pracodawca to - "dynamicznie rozwijająca się firma w zakresie outsourcingu procesów biznesowych". Czyżby outsourcing był nową dziedziną sztuki? Nic bardziej mylnego. To język wyniesiony z uczelni handlowych, stosowany często bezmyślnie przy użyciu zagmatwanych konstrukcji zdań. Tymczasem outsourcing, to po prostu współpraca z innymi firmami, ułatwiająca wykonywanie zadań nie związanych z działalnością firmy. Outsourcingiem może więc być korzystanie z usług firmy ochroniarskiej, informatycznej, czy z usług księgowych. O świecie sztuki możemy więc zapomnieć. Pracodawca, który jak już wiemy zajmuje się "procesami biznesowymi", jako główne zadanie przyszłemu pracownikowi stawia potrzebę "regularnego odwiedzania małych i średnich sklepów spożywczych" w celu "dbania o właściwą ekspozycję produktów" oraz "utrzymywanie bliskich kontaktów z klientami". Aby dostąpić zaszczytu pracowania w firmie, trzeba spełnić jednak odpowiednie warunki. W tej kwestii pojawia się następujące zdanie - "poszukujemy osób, które cenią bezpieczeństwo i stabilizację". Hm. Wniosek stąd taki, że jeśli ktoś szuka pracy niebezpiecznej, nie powinien próbować swych sił jako konsultant ds. ekspozycji. Warunkiem stabilizacji ma być natomiast "wytrwałe dążenie do celu". To następny warunek, znaczy więc, że konsultant musi wytrwale odwiedzać małe i średnie sklepy, aby procesy biznesowe w firmie funkcjonowały bez zarzutu. Proste! Należy tylko pamiętać, że dużych sklepów odwiedzać nie wolno. Jest jeszcze jeden, ostatni warunek - trzeba posiadać własny samochód i do tego nawet prawo jazdy! Tu kandydat dostaje sporo wiedzy na temat przyszłego pracodawcy. Wiemy, że firma od procesów biznesowych nie należy do bogatych, jeśli nie posiada nawet samochodu. Wiemy też, że pracodawca jest bardzo skrupulatny, skoro od posiadacza auta wymaga również prawa jazdy. Na szczęście firma nie tylko wymaga, ale też sporo oferuje. Przede wszystkim na kandydata czeka "zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę". Sukces! Po drugie, pracodawca zapewnia "stałe, gwarantowane wynagrodzenie". To już podwójny sukces, bo w dzisiejszym świecie polityczno-gospodarczych cudów, nie każdy pracodawca potrafi zagwarantować stałe wynagrodzenie, a do tego jeszcze umowę o pracę! Wreszcie na końcu tej niezwykle atrakcyjne oferty czytamy, że możemy liczyć na pracę w "profesjonalnym zespole". I jest super - profesjonalizm, stała pensja, podróże (po sklepach, ale to też coś), no i wymarzone bezpieczeństwo oraz stabilizacja. Bajkowa wizja wspaniałej kariery zawodowej skusiła nas, aby zapytać pracodawcy, ile będzie zarabiał szczęśliwiec przyjęty do firmy. Rozmowa była krótka, ale rzeczowa. Okazało się, że wynagrodzenie konsultanta ds. ekspozycji zależy od zaangażowania. W tym miejscu wiara w stabilizację nieco osłabła, ale ponieważ bezrobocie w Polsce przestaje być problemem, szukaliśmy dalej.
Wśród bardzo dużej liczby ogłoszeń typu konsultant, asystent, przedstawiciel - znaleźliśmy tajemniczą ofertę pracy dla "kierownika obszaru". Po doświadczeniach z marketingowymi zawiłościami można było sądzić, że chodzi o tzw. ciecia, który pilnuje budowy. Wszak dozorca, to dziś manager obiektu, więc dlaczego nocny stróż nie mógłby być również kierownikiem obszaru? I tu niespodzianka - "kierownik obszaru" musi mieć "wykształcenie wyższe politechniczne" - ot, taka ciekawostka. Powinien również posiadać "praktyczną wiedzę w zakresie obróbki skrawaniem". Mniej wtajemniczonym w kwestie "politechniczne" przypominamy, że praktyczną wiedzę w tym zakresie posiadają zwykle tokarze i frezerzy, a inżynierowie są najczęściej zaawansowanymi teoretykami. Nic to, kandydat musi również znać język niemiecki i angielski oraz posiadać "wysoko rozwinięte umiejętności nawiązywania i podtrzymywania kontaktów". Do tego dochodzą takie niezbędne cechy jak - "entuzjazm, odwaga i samodzielność". Oczywiście kandydat podobnie jak w przypadku konsultanta musi posiadać własny samochód, choć o prawie jazdy pracodawca tym razem nie wspomina. Jeśli ktoś dalej nie wie o co chodzi w temacie "kierownik obszaru", wszystko wyjaśnia się w ostatnim zdaniu, gdzie czytamy - "od kandydatów oczekujemy umiejętności realizowania wyznaczonych planów sprzedażowych". Jasne! Kierownik obszaru musi zatem sam wyprodukować i sam sprzedać, by liczyć na "motywacyjne wynagrodzenie", jak w kwestii zarobków wyraził się pracodawca. Jeśli więc dziecko zapyta was, co można robić po skończeniu Politechniki Radomskiej, odpowiedzcie wprost:
- Synku! Zostaniesz kierownikiem obszaru!
Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze usatysfakcjonowany, w mediach czeka tysiące ciekawych ofert. Wśród nich odkrywamy wiele nowych zawodów jak - "merchandiser", czyli gość od układania w zmysłowy sposób makaronów na półkach, "przedstawiciel medyczny do linii lecznictwa otwartego", a więc akwizytor, czy jak kto woli aptekokrążca (od domokrążcy), "autoryzowany doradca biznesowy" - również akwizytor, ale autoryzowany, "mobilny doradca klienta biznesowego" - akwizytor, biurokrążca zmotoryzowany, "doradca, lider jakości" - ekskluzywny akwizytor bankowy "zorientowany na jakość i dokładność", czyli ktoś, kto uparcie i dokładnie wciska ludziom kredyty, "kierownik grupy specjalistów", szef grupy akwizycyjnej, "konsultant ds. sprzedaży" - najniższy szczebel w akwizycji, "pomocnik asystentki", bez podtekstów - wciąż chodzi o pozyskiwanie nowych klientów itp., itd., etc. Na 50 ofert dotyczących akwizycji znajdziemy na szczęście jedną związaną z konkretnym zajęciem. I tak, aktualnie w Radomiu od dłuższego czasu, czyli bezskutecznie poszukiwany jest "rozbieracz półtusz wieprzowych", jest ogromny popyt na kierowców TIR-ów, z których większość wyjeżdża za granicę pracować za normalne pieniądze, brakuje kontrolerów biletów w autobusach oraz fachowców w zawodach budowlanych, którym również nie odpowiada biedowanie za polską pensję i wyjeżdżają z kraju cudu gospodarczego. Generalnie przyjąć należy, że jeśli ktoś szuka pracy w konkretnym zawodzie, może mieć spore problemy. Wielu pracodawców wciąż uważa, że za 1,5 tysiąca można kupić pracownika na własność (często znacznie taniej). Dlatego z gazetą ogłoszeniową w ręku nie należy liczyć na rozwiązanie problemów zawodowych. Trzeba dobrze ruszyć głową i zacząć przemawiać do pracodawców ich językiem. Najlepiej jednak poprosić o pomoc kogoś, o odpowiednich możliwościach.