Nowy numer Tygodnika Radomskiego w każdą środę!
::. REKLAMA
Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, 26-600 Radom, ul. Struga 60
Projekt, wykonanie i administracja: Robert Kotli
ński
Hosting; Onet.pl
Poland, Radom 2008
statystyka
Lokalizator internetowy
informator radomski
Urząd Miejski w Radomiu
...................................................................................................
Starostwo Powiatowe w Radomiu
...................................................................................................
Powiatowy Urząd Pracy w Radomiu
...................................................................................................
Kino Helios
...................................................................................................
Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego
...................................................................................................
Resursa Obywatelska
...................................................................................................
Gołębiów - osiedle w dolinie
Robert Kotliński
Do końca lat siedemdziesiątych Radom kończył się w północnej części na ulicy Dalekiej (obecnie 11 Listopada). Dalej były już tylko pola i nikomu nawet nie śniło się, że kiedyś rozjadą je buldożery. Owszem, straszono mieszkańców gołębiowskiej dolinki, że i do nich dotrze cywilizacja, ale nikt nie brał sobie tego do serca. Wreszcie jednak pojawili się budowlańcy w stalowych potworach. Tym sposobem Ustroniu wyrósł konkurent w rywalizacji o "lepsze jutro", choć do dziś nikt nie potrafi rozwikłać zagadki, dlaczego postanowiono zabetonować akurat Gołębiów.

W latach siedemdziesiątych Gołębiów był jeszcze wsią. Wszystkie tereny na północ od ulicy Dalekiej przeznaczone były pod uprawę zbóż. Czasem pojawiały się warzywa, czasem pasły się krowy, czasem nawet owce. Wzdłuż ulicy Gołębiowskiej kwitły gospodarstwa rolne, typowe - z domem, oborą i stodołą. Bogatsi i nowocześniejsi rolnicy stawiali domy murowane, inni mieszkali w starych chatach, których szczątki znaleźć można do dziś. Mimo problemów z materiałami, nowoczesnych budynków wciąż przybywało. Nikt jednak nie myślał wtedy o zapleczu handlowym i kulturalnym, a co dopiero o osiedlu. Gołębiów był raczej małą osadą i nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Najbliższe sklepy znajdowały się dopiero na Struga i Sportowej. Jednak pierwszy kontakt z cywilizacją dla "gołębiarzy" stanowił stadion Radomiaka. Zanim ruszono z budową nowego osiedla, to właśnie na Radomiaku rozpoczęły się gigantyczne wykopki. Od strony Dalekiej miał bowiem powstać nowoczesny stadion.
Pierwsze modernizacje Radomiaka związane były z rozbiórką wieży spadochronowej. Dziś już mało kto o tym pamięta , ale w miejscu, gdzie teraz umiera basen stała ogromna, stalowa konstrukcja do skoków ze spadochronem. Kiedy zniknęła, radomianie oczyma wyobraźni widzieli już wspaniały kompleks sportowy. Budowa drugiego boiska piłkarskiego nie była jednak w tym miejscu sprawą łatwą. Co prawda wcześniej na dole znajdował się plac do gry, ale teraz ambicją inżynierów było zniwelowanie terenu od ulicy Zbrowskiego, aż do bloków stojących przy Sportowej. Dzięki temu cały obszar Radomiaka miał się składać z dwóch poziomów, bo był on pierwotnie położony na stoku. Powstała w ten sposób ściana pomiędzy boiskami miała stanowić miejsce pod trybuny.
Pod ciężkimi spychaczami zginął ogród Siczka. Maszyny pracowały wiele tygodni, wywieziono niezliczone wywrotki ziemi. Podczas prac natknięto się nawet na spore składowiska pocisków artyleryjskich z II wojny światowej. Wreszcie maszyny ucichły i ukazał się ogromny, idealnie równy plac. Tubylcy patrząc na te niemal bezkresne przestrzenie, mówili - nareszcie będziemy mieli piękny stadion.!
Jeszcze większe apetyty pojawiły się, kiedy na nowej płycie stanęły dziwaczne koparki do budowy sieci melioracyjnych. Cały teren pocięto setkami wąskich rowów, w których ułożono miliony małych rurek melioracyjnych. Po zako
ńczeniu tych bardzo nowoczesnych jak na tamte czasy prac, wykonano odpowiednią nawierzchnię, posiano trawę, która przez pierwszy rok była starannie pielęgnowana i. to niestety było wszystko. Dziś mało kto wie, jakie naprawdę były wtedy plany związane z tym miejscem. Tak wielki rozmach przy budowie boiska treningowego trudno zrozumieć, a prawdziwy stadion nie powstał do dziś. Z perspektywy czasu można jednak powiedzieć, że dobry obiekt treningowy trochę się przydał radomskiej drużynie. Pięć lat po zakończeniu prac zieloni awansowali do I ligi. Szybko jednak spadli, a na placu zaczęły pojawiać się chwasty. Gigantyczna inwestycja nie doczekała się kontynuacji. Co prawda każdy bez problemu mógł tu pograć w piłkę, ale przy takich przestrzeniach nikomu nie chciało się po nią biegać.
Nie był to jednak koniec sportowych planów władz w tej części miasta. Wkrótce okazało się, że konkurujący z Bronią Radomiak będzie miał również własną halę sportową. Prace ruszyły pełną parą, ale szybko pojawiły się problemy. Budowa ciągnęła się aż do upadku PRL-u. W nowym pa
ństwie nikt już nie myślał o inwestycjach kojarzonych z miniona epoką. W postaci pomnika socjalizmu niedokończone obiekty Radomiaka straszą do dziś. Walki z nimi nie chce podjąć również obecny właściciel Tadeusz Kupidura. Plany budowy nowego stadionu w tym miejscu to także nieokreślona przyszłość.
Osiedle mieszkaniowe na Gołębiowie stanowiło inwestycję zupełnie innego kalibru. Pierwszym sygnałem oznajmiającym nadejście nowej epoki, były ogromne wykopy wzdłuż Zbrowskiego na odcinku od Żółkiewskiego do Dalekiej. Był to kolektor ciepłowniczy - dwie stalowe rury o średnicy powyżej metra zamknięte w betonowych korytach. Sieć rozchodziła się wzdłuż ulicy Dalekiej stanowiąc węzeł cieplny dla osiedla, o którym nikt jeszcze nie wiedział oraz na zachód do już budowanego osiedla akademickiego. Wykopy zasypano, na polach znów rosło zboże, gospodarze sadzili warzywa. Spokój powrócił, ale pewnego dnia na jednej z działek przy zbiegu ulic Zbrowskiego i Dalekiej pojawiły się dziwne, niebieskie konstrukcje. Jak się wkrótce okazało, na polu koniczyny miała stanąć baza, miejsce dowództwa nowej, wielkiej budowy. Owe niebieskie dziwolągi, to były nowoczesne kontenery, z których złożono budynek dla inżynierów i robotników. Kolejne skrawki pól ginęły pod zwożoną stalą i betoniarkami. Wreszcie rozpoczęto pierwsze wykopy pod fundamenty. W niebo strzeliły dźwigi, co oznaczało, że na polach w dolinie Gołębiowa staną wieżowce. Odwrotu nie było.
Pierwsze budynki nowego osiedla utworzyły dzisiejsze ulice Zientarskiego i Kotarbi
ńskiego. To właśnie na nich stoją najstarsze bloki. Betonowe płyty dalej układały się w kolejne ulice. Wreszcie pośród koparek i dźwigów pojawili się pierwsi mieszkańcy nowych domów. Takie to były czasy - domy się jeszcze budowały, a już mieszkali w nich ludzie! Nowe ulice otrzymywały imiona bohaterów socjalizmu. Ale nie tylko ulice, bo całe osiedle miało wkrótce nosić nazwę XXXV-lecia PRL. Podobnie zresztą jak sąsiednie osiedle, które do dziś w skrócie nazywamy osiedlem XV-lecia. Nie jest to pełna nazwa, bo nie chodzi przecież o XV-lecie osiedla, ale o XV-lecie PRL. Aż trudno uwierzyć, że żaden z radomskich rewolucjonistów nie walczył jeszcze o zmianę tej nazwy. Kombatantów wszak u nas wciąż przybywa.
Nowy Gołębiów szybko się rozrastał. Znikały stare domy przy Zbrowskiego i Dalekiej. Sama Daleka, która z nieznanych powodów musiała zmienić nazwę na 11 Listopada, też bardzo się zmieniła. Wcześniej był to tylko dojazd do piekarni i kocie łby. Czasem przejeżdżali nią w rajdowym tempie kierowcy z Polmozbytu, zwożący nowe samochody z rampy kolejowej do sklepu przy Warszawskiej. Wraz z powstaniem osiedla pojawiła się szeroka, asfaltowa arteria. Zbrowskiego też nie jest już kamiennym duktem i stanowi dziś ważną drogę w kierunku elektrociepłowni i oczyszczalni ścieków. Wreszcie rosnące osiedle XXXV-lecia PRL, połączyło się z miasteczkiem akademickim. Jubileuszowa nazwa nie przyjęła się, mimo że XV-lecie wciąż funkcjonuje. Na planach miasta pojawił się Gołębiów i może to lepiej, bo od wieków był to Gołębiów. Niestety nie jest to już ten sam Gołębiów w dolinie - cichy, spokojny, pachnący, ze zbożem szumiącym. Na szczęście nie ma też nowych, wielkich planów i chyba nie prędko na kolejnych polach wokół Radomia pojawi się beton.